04
Mar

Zaburzenia odżywiania – „Wyrywanie sobie włosów, płacz w nocy, jak mogłem doprowadzić się do takiego momentu?” – artykuł

Moje problemy z zaburzeniem odżywiania towarzyszą mi już jakiś czas. Otwarcie mogę powiedzieć, że to jest świadome 4/5 lat.

Aktualnie mam rocznikowo 18 lat. Pamiętam jak miałem 13 lat, długie włosy, uczyłem się grać na gitarze, miałem starszych kolegów. Nie miałem czegoś takiego, że widziałem swoją nadwagę. Stawałem przed lustrem, widziałem młodego oraz zadowolonego chłopaka. Wiecie, vansy, rurki i jakiś tank top (swoją drogą mam zdjęcia i śmiesznie to wyglądało).

Byłem wtedy w zespole, codzienne próby, wakacje, jadłem duże ilości pizzy, naprawdę ogromną ilość słodyczy, piłem napoje energetyczne, po prostu mi się to wtedy podobało. Pamiętam, że już w wieku 11/12 lat, jak tata jako kierowca tira przywoził mnóstwo słodyczy z zagranicy, to było coś naprawdę niesamowitego. Siedziałem, grałem w gry, jadłem słodycze. Mimo nakłaniania rodziców do sportu, no… po prostu nie kręciło mnie to nigdy.
Pamiętam jak mój pierwszy zespół się rozpadł i moja ówczesna przyjaciółka Weronika powiedziała mi, że jestem gruby. Może i przyznałem jej wtedy cicho racje, ale oburzyłem się bardzo.

Był taki moment, że widziałem już swoją otyłość, było coraz bliżej końca gimnazjum i skoro tutaj to widzą, to czy w technikum/liceum, czy dziewczyny, nikt nie zwróci na mnie uwagi albo zwrócą w negatywny sposób.

Miałem kuzyna, który się na tym znał, rozpisał mi prostą dietę, powiedział jak mam ćwiczyć. Zacząłem. Nie praktykowałem jego diety, bo była zbyt droga, a ćwiczyłem w domu. Podstawowe partie, typu brzuchu, biceps i klatka piersiowa. Jadłem najprostsze rzeczy, typu pierś z kurczaka z ryżem lub jajecznicę. Było mnóstwo momentów, w których chciałem się poddać i zjeść chociaż burgera, pizze, cokolwiek…

Wyrywanie sobie włosów, płacz w nocy, jak mogłem się doprowadzić do takiego momentu. Popadłbym w depresję, gdyby nie fakt, że naprawdę widziałem efekty (zdjęcie poniżej).

Przeniosłem się na siłownie, po około 7 miesiącach od rozpoczęcia i wtedy zaczął się największy progres -waga leciała w dół. Skóry nie pozostawało tak dużo jak myślałem, mięśnie rosły, po prostu cudownie.

Ze 104 kg zszedłem na trochę ponad 60 i to zdrową męczarnią, bardzo długo. Nie pamiętam momentu, w którym uznałem, że wyglądam naprawdę dobrze. Były momenty, w których mówiłem sobie, że jest dobrze, ale jeszcze długa droga przede mną, chociaż wszyscy wtedy mówili, że mi się udało.
Nieprzerwanie ćwiczyłem i było świetnie, choć miałem w głowie coś takiego, że ja po prostu nie mogę przestać ćwiczyć. Czasem chciałem, myślałem sobie „okej schudłem, waga mi tak pokazuje, ja już nie chce” ale miałem taką blokadę w sobie, płakałem przez to często, że ja po prostu muszę ćwiczyć, bo wyglądam koszmarnie, znowu źle. Do tego zachorowałem na ospę, tak ja zachorowałem jako nastolatek na ospę w najlepszym momencie dla mojego życia. Dwa beznadziejne tygodnie nie ćwiczyłem, ale też bałem się jeść. Codzienny płacz, mnóstwo papierosów wypalonych w tym czasie, po prostu picie kawy i jeszcze te krosty. Znowu było okropnie, naprawdę.

Zjadłem mały obiad i nie wytrzymałem, zwymiotowałem go. To nie była jednorazowa sytuacja, ja naprawdę miałem z tym ogromny problem. Siedziałem, patrzyłem na swoje uda, były ogromne, brzuch też, twarz cała gruba, okrągła. Zastanawiałem się jak to jest, że wszyscy mówią mi, że wyglądam naprawdę dobrze, a ja tylko widzę tego samego grubego chłopaka, co kiedyś…

Byłem w bezruchu przez 4 miesiące, sam nie wiem co mnie ponownie zmotywowało do siłowni, ale wróciłem.
Sam sobie rozpisałem dietę – 1400 kalorii dziennie, przy ćwiczeniach siłowych 5/6 razy w tygodniu…

I tak jest do teraz. Póki ćwiczę, naprawdę dużo ćwiczę i trzymam dietę jest okej, po prostu jest okej. Już to zauważyłem, nauczyłem się tego, że jeśli dużo ćwiczę i mam dietę, to mój mózg mówi, że jest dobrze, ale wystarczy tylko parę dni przerwy i znowu się zaczyna…

Jeśli chodzi o pomoc, to jestem pod opieką przyjaciół, rodziców. Mam ich wsparcie, zawsze jak mówię, że źle wyglądam, to mama wpisuje w Google „fat men” i pokazuje mi takie zdjęcia mówiąc z tekstem: “to jest człowiek gruby” (i pokazuje mi moje zdjęcie), “a ty wyglądasz patrz jak super o” (i moje zdjęcia). Mogę liczyć na wsparcie wielu osób, a nie zamykam się już w sobie, bo skoro można liczyć na pomoc kogoś, komu się ufa, to czemu nie?

Na koniec chciałbym powiedzieć wszystkim: Nieważne czy to problem z akceptacją samego siebie, niejedzeniem, otyłością, czy cokolwiek innego. Nie jesteście sami, musicie się otworzyć. Jeśli ktoś komu ufacie, kto jest z wami blisko, chce wam pomóc, skorzystajcie, was to nie boli, a sprawicie komuś uśmiech.